(Zet)
Wczorajszy wątek Siwego na temat My Way bardzo mnie zainspirował do poszukiwań takiego evergreena, którego ja uważam za coś niesamowitego pod kątem coverów, naśladowań i inspiracji muzycznych.
Wszystko zaczęło się 45 lat temu!!! Wtedy to (1965r.) zespół The Impressions wylansował utwór “People Get Ready”. Już wówczas był to ich największy hit, a najbardziej znany muzyk tej formacji – Curtis Mayfield śpiewał go z arcymistrzowskim wyczuciem. Pierwotna wersja tej piosenki miała w sobie dużo z soulowo-gospelowego brzmienia i ktoś, kto nigdy orygiału nie słyszał, powinien od tego zacząć wątek:
Od tamtej pory People Get Ready stało się “złotą struną”, za której szarpanie zabierali się kolejni chętni. Było ich bez liku. Tyle samo ile stylów muzycznych, na które przearanżowano tą melodyjną balladę… Było niemal wszystko i wszyscy. Zacznijmy od Ala Greena i jego interpretacji tej piosenki ala Blues Brothers:
Później wykonywała jeszcze ten uwór Dusty Springfield, choć zrobiono z tego wtedy niemal świąteczną kolędę. Kto jeszcze? A Cher i Dolly Parton z 1978r.? Na szczęście dla People Get Ready przyszły lata osiemdziesiąte, a z nimi Jeff Beck. Ten zawodowy gitarzysta wylansował współnie z Rodem Stewardem najbardziej popularną wersję piosenki, okupując z nią i teledyskiem niemal wszystkie media na całym globie. To były złote czasy, które na szczęście ja nie chwaląc się już w miarę dobrze pamiętam:) Czegóż wtedy nie było? Człowiek wstawał rano z łóżka szczęśliwy i spokojny, bo od początku do końca było wiadomo jak będzie wyglądał dzień, zero zmartwień, wolność… W sumie ten utwór jest dla mnie synonimem wolności, zresztą myślę, że dla Roda Stewarda również. Pomyślcie, jak wówczas było: teledyski oglądało się w sobotnią noc w Jarmarku, później w niedzielę w Bliżej Świata, nie było internetu, tysiąca programów w TV i w radiu, a komórki były tylko na półpiętrach w bloku. Beztroska i przestrzeń… Ale, po kolei – ten najbardziej znany teledysk zostawię na koniec. A kto inny w latach osiemdzisiątych zabłysnął globalnie w rockowej muzie? Proste – U2:
A z kim później jeszcze Bono to wykonał? Skoro było to w USA i to w dodatku w New York City, to musiał być król – Bruce Springsteen ! Następnie zabierały się za kawałek kolejne rzesze chętnych z Santaną, Stevem Luthakerem i Philem Collinsem na czele.
Następnie przyszły lata dziewięćdziesiąte i znów się zaczęło. O ile Seal zaśpiewał to w miarę podobnie, to już Ziggy Marley zrobił z tego niezłe reggeae ! Posłuchajcie:
Obecnie największe gwiazdy znów łapią bakcyla People Get Ready i dobrze im to wychodzi:
Powiem tak: niesamowite źródło natchnień, np. dla niewidomych (akurat ciekawie im wyszło), nawet były gitarowy kochanek Jennifer Aniston – John Mayer wykorzystał People Get Ready, z któego przeniósł całą harmonikę i układ akordów żywcem do swojego megahitu “Waiting For The World To Change” – możecie porównać.
A na koniec to co już wszyscy kojarzą – numer #24 na liście przebojów wszech czasów magazynu Rolling Stone – multi total relax: Jeff Beck i Rod Steward w niezapomnianym teledysku i aranżacji, ehhhhh to były czasy…
Dla nadal głodnych – link do textu i akordów jest TU.
(Siwy)
Wątek w sumie pojawił się dlatego, że…uwielbiam ten utwór:) Kojarzy mi się przede wszystkim z 20-stymi urodzinami, kiedy dokładnie w tym dniu, mając pełną głowę przemyśleń, wątpliwości, rozterek, jechałem sobie piękną prostą (jedną z dłuższych w naszym kraju, jak nie najdłuższą) w kierunku Mosznej. Kto tamtędy jechał wie, że może być cudnie…aleja drzew, prędkość, mały ruch i muzyka…A dokładnie w dniu pierwszych “dziestych” urodzin jest dodatkowo o czym myśleć:)
Utwór My Way jest chyba w pierwszej dziesiątce kawałków, które doczekały się tylu coverów. Podobno jest to piosenka francuska, ale najbardziej znana z wykonania wielkiego Franka Sinatry. Artyści, którym spodobał się ten kawałek to również Elvis Presley, Paul Anka, Luciano Pavarotti. Dla mnie akurat w tamtym czasie najlepszym wykonawcą My Way był zespół…Gipsy Kings:) Szczególnie mając na względzie “rzeźnika”, który jest pierwszą gitarą w zespole i chyba się z nią urodził (więcej TU). Na pewno mało kto słyszał ich wykonanie, więc czemu by nie tutaj to zamieścić? Trochę wspomnień nie zaszkodzi…
Dłuuuuugooo, długooo później pojawił się kolejny cover, nasz krajowy. W dodatku stworzony przez Raz Dwa Trzy, magików nastroju, poezji śpiewanej (z resztą tego ostatniego wątku tutaj też sobie nie odmówię). Słowa miód (Wojciech Młynarski akurat).. i chyba dobrze, że nie słyszałem właśnie tego wykonania 12 lat temu…mógłbym wtedy jeździć i jeździć i jeździć…
Miłego relaksu, a wspomnienia każdemu na pewno też się przy okazji napatoczą:)
(Siwy)
Jakoś tak ostatnio było, że miałem trochę czasu:) w niezbyt super komfortowych warunkach, ale miałem:) Usłyszałem bardzo ciekawą rzecz odnośnie naszej Ekstraklasy otóż…będziemy mieć specjalistyczny program, który pozwoli na dokładną analizę gry naszych zawodników, ich ocenę i wyciąganie wniosków. Program ten to MatchViewer, wykorzystywany przez większość drużyn Premiership i np. AC Milan. Podobno (jak wynika z wypowiedzi fachowców) będziemy pierwszym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej korzystającym z tego programu, co może nam bardzo pomóc w przygotowaniu naszych drużyn do rozgrywek na każdym szczeblu. Ja mam jedynie nadzieję, że ktoś w końcu będzie miał czarno na białym jakich cienkich zawodników mamy i że czas najwyższy inwestować w szkółki, młodych piłkarzy, szkolenie od “małego”. Jakoś inne kraje z ww. części Europy nie korzystają z tego programu i ich wyniki są nieporównywalne do drużyn z naszej ligi…bo nie program zdobi człowieka, ale….
Fajnie jakby dostępne było niedługo porównanie wykonane za pomocą Matchviewer’a np. Arsenalu i jakiejś drużyny z czołówki Ekstraklasy. Ciekawe ile lat nas dzieli?
A z innej beczki…wie ktoś ile to kosztowało??
(Zet)
Dzisiaj wreszcie wzięło mnie na napisanie wątku o energii elektrycznej. Dużo się wokół tego tematu ostatnio mówi, ponieważ są plany budowy pierwszej w Polsce elektrowni atomowej za, uwaga: 100 miliardów PLN!, która wg planu ma stanąć do 2020-2022 roku w Żarnowcu… na miejscu starych fundamentów dawnego pomysłu, który kiedyś niewypalił… Kiedy ten temat pojawił się w audycji “Za i Przeciw” Kuby Strzyczkowskiego, po raz chyba trzeci udało mi się dodzwonić do Trójki i zabrać głos. Pamiętam, że większość osób, które się wypowiadały w tej audycji zwracały uwagę na konieczność budowy takiej elektrowni w Polsce, ponieważ na mapie Europy nasz kraj stanowi białą plamę jeśli chodzi o kraje posiadające elektrownie atomowe. To fakt, wszyscy mają, tylko nie my… więc mieć chcemy i musimy wg większości ekspertów i osób zabierających w tej sprawie głos. Przeciw tej budowie oczywiście też znalazły się głosy. Chodziło głównie o zagrożenie awarią, wybuchem, problemami ze składowaniem radioaktywnych odpadów itp… Zarówno argumenty Za jak i Przeciw były uzasadnione. O czym mi udało się powiedzieć na antenie? Powiedziałem mniej więcej tak:
Budowa elektrowni atomowej za 10-12 lat i podpisanie teraz umów na jej wykonanie za budżet rzędu STU MILIARDÓW PLN!!! to trochę tak, jakby chcieć skomputeryzować Warszawę w taki sposób, żeby każdy dorosły obywatel dostał najnowszego laptopa. Zlecić produkcję miliona laptopów o najlepszych parametrach wg stanu dzisiejszego, zapłacić za nie i umówić się na ich odbiór za 5-7 lat… Wówczas mogłoby się okazać że ten sprzęt jest już zupełnie bezużyteczny, bo postęp technologiczny w informatyce jest bardzo szybki. Jak to się ma do elektrowni atomowej? Ano tak, że za 10-12 lat raczej napewno będą istniały sposoby na tańsze, bardziej efektywne i czyste ekologicznie wytwarzanie prądu. To, że teraz Polska jest białą plamą na mapie Europy to fakt, ale należy moim zdaniem to odczytywać w taki sposób, że jest już za późno żeby nadrabiać te zaległości. Jak wreszcie elektrownię za sto miliardów za 12 lat wybudujemy, to się okaże że w jakiejś 100 razy efektywniejszej technologii wytwarzania prądu będziemy znowu białą plamą, albo okaże się, że prąd z elektrowni atomowej w stosunku do osiągnięć technologicznych wdrożonych na przestrzeni 10-12 lat będzie po prostu zbyt drogi. Inwestycja w jeden zakład przemysłowy rzędu 100mld PLN musi się komuś zwrócić i będzie to powrót do jeszcze większej monopolizacji rynku energii, który jest teraz w Polsce oligopolem. Będzie jak z nieszczęsnymi F-16…
Fakt faktem – mogę się mylić, ale nie wydaje mi się, śledząc najnowsze doniesienia o osiągnięciach w dziedzinie wytwarzania energii elektrycznej, żeby wydawanie 100mld PLN na jedną elektrownię miało sens. Za tą kasę można by było unowocześnić linie przesyłowe wysokiego i średniego napięcia i w ten sposób zdywersyfikować rynek wytwarzania energii. Z własnego doświadczenia zawodowego wiem, że jest w Polsce bardzo dużo ludzi, którzy chętnie zainwestowaliby 2-5mln PLN w budowę wiatraka lub innej elektrowni, ale nie mogą, bo nasze sieci przesyłowe nic więcej nie przyjmują – są stare i nie dają rady, więc zakład energetyczny nie wydaje takim inwestorom zgody na warunki przyłączenia. Inna sprawa, jeśli firma buduje 100 wiatraków, wówczas stawia sobie za powiedzmy 5 mln PLN własną stację przesyłową GPZ i szafa gra, ale wówczas dla 100 wież te 5 milionów PLN gdzieś się gubi w inwestycji i stanowi powiedzmy 0,5% wszystkiego, a dla inwestora, który chce postawić tylko jedną wieże za 5 mln PLN – własny GPZ podwaja inwestycję i wyklucza jej finansowe powodzenie…
Aktualna sytuacja u nas w kraju jest taka, że większość prądu wytwarza się na południu Polski, a większość zużycia prądu notuje się w części środkowej (Wawa, Poznań, Łódź) i na północy (Trójmiasto). Po to, żeby prąd z południa tam trafiał -funkcjonują tylko 2 główne połączenia południe-północ liniami wysokiego napięcia. W związku z tym w bardzo łatwy sposób – poprzez zniszczenie jedej z nitek (zawalenie słupa lub inną większą czy mniejszą katastrofę) albo poprzez unieruchomienie którejś z wielkich elektrowni (Bełchatów, Opole itp.) – północ Polski i Warszawka będą potrzebowały pilnej dostawy świeczek i baterii…
Jak słucham sobie o tych wszystkich problemach w mediach, czytam w prasie i internecie, to aż mi się nie chce wierzyć, że taką małą wagę “ludzie u góry” przywiązują do gospodarstw domowych i znalezienia sposobów na ich samowystarczalność energetyczną. Załóżmy życzeniowo, że za te same 10-12 lat, za które mają nas obdarzyć elektrownią atomową za sto miliardów złotych – w Europie Zachodniej, Japonii i USA będzie już taka technologia, że elektrownie jako główni dostawcy energii dla mas nie będą wogóle potrzebne. Jeśli teoretycznie każdy dom będzie miał jakiś własny generator prądu, który w całości wypełni zapotrzebowanie, a zakłady przemysłowe będą miały takich generatorów po prostu więcej – świat się zmieni. Nie będzie wielkich elektrowni, nie będzie linii wysokiego napięcia, słupów, awarii, katastrof energetycznych. Zauważcie, że taki plan wszystkm rządom krajów zagrożonych terroryzmem, czyli powiedzmy USA i kolegom – bardzo by pasował. W układzie jaki mamy teraz wystarczą 2 – 3 bomby, by wywalić w kosmos największe elektrownie i nastanie ciemność. A gdyby ich nie było – trzeba by każdą fabrykę i każdy dom z osobna równać z ziemią, co byłoby niewykonalne.
Pewnie niektórzy z Was stwierdzą, że to wyssane z palca brednie, ale przecież już tak każdy z nas, mający własny dom może mieć! Wg przepisów – jeśli wytwarzasz energię elektryczną wyłącznie na własny użytek – wolno ci ją wytwarzać. Nie wolno ci jej tylko sprzedać innym odbiorcom. Tzn. mając dom z ogrodem i mieszkając nad morzem, gdzie wieje – wydajesz 100 tys. PLN, stawiasz wiatrak, podłączasz do sieci akumulatorów i domowej instalacji i masz zakład energetyczny w dupce do końca życia. Problemem pozostają jedynie pieniądze na inwestycję. Już teraz, rząd gdyby zmądrzał odrobinę – mógłby budowę takich przydomowych elektrowni dofinansowywać (tak jest niemal na całym świecie). I tak wydane 100 mld PLN byłoby znacznie bardziej efektywne niż budowa jednej fabryki, choćby nie wiem jak fajskiej:)… A jak wiatr nie wieje? Już są panele słoneczne, które nie podgrzewają jedynie ciepłej wody, ale zamiast konwencjonalnych małych niebieskich szkiełek – na wierzchu mają wielkie soczewki, które skupiają światło słoneczne w jeden punkt. W tym punkcie jest rurka, w której płynie specjalny olej (termoolej). Olej rozgrzewa się do 1200 stopni i w pewnym miejscu – rozgrzana rurka styka się z zimną wodą. Efektem jest para, która trafia do turbinki, turbinka się kręci i wytwarza dużo prądu. Nawet bardzo dużo. Ale to również drogi i mało dostępny aktualnie w Polsce pomysł. Ponoć w Hiszpanii jest jedna wioska, w której przetestowano samowystarczalność i wypaliło – właśnie takimi panelami z soczewkami skupiającymi światło w punkt.
Skoro tyle ciekawych, choć drogich jeszcze rozwiązań jest już teraz, to co będzie za 10-12 lat? No właśnie, do tego fragmentu zmierzałem. Ano będzie najprawdopodobniej takie coś, co nazywa się ogniwem paliwowym. Było już coś takiego w samochodach, ale ostatnie prace znacznie ten wynalazek zmodyfikowały. Wyobraźcie sobie, że są już firmy, które zaopatrują się na stałe w prąd własnej produkcji z tych ogniw – z małych kwadratowych, cieniutkich płytek zrobionych z przetworzonego piasku, pokrytych z dwóch stron odpowiednią, milimetrową warstwą specjalnych materiałów. Pierwszy z nich (z jednej strony płytki) ma taką właściwość, że pochłania powietrze, drugi (z drugiej strony płytki) pochłania odrobinę gazu ziemnego (lub jakiegokolwiek innego, np. biogazu), ale zaprawdę odrobinę. Po wchłonięciu gazu i tlenu – w piaskowej płytce po środku – zachodzi reakcja chemiczna, której efektem jest prąd elektryczny. Praktycznie brak kosztów bieżącego użytkowania, redukcja rachunków za prąd niemal w 100%, samowystarczalność i brak odpadów. To już działa!!! A kto to ma? Ano jak zwykle: Google, WalMart, FedEx, eBay i inni biedni milusińscy. A skąd mają? Ano z jednej takiej firmy o nazwie Bloom Energy, która na tą technologię wydała już uwaga: 400 mln USD!!! Ale opłacało się – na razie produkują 1 urządzenie o nazwie Bloom Box dziennie, ale ich plany obejmują w perspektywie 10 lat opanowanie rynku gospodarstw domowych z urządzeniami zapewniającymi samowystarczalność domów i zakładów przemysłowych. Firmę Bloom Energy prowadzi facet, który projektował dla NASA urządzenie mające wytwarzać tlen na Marsie! Jak NASA zatrzymała finansowanie tego projektu – zmodyfikował swój wynalazek tak, żeby działał w drugą stronę – nie produkował tlen, tylko go pochłaniał. I wyszło! Domowa elektrownia będzie najprawdopodobniej wielkości dwóch kostek rubika, ma mieć moc 10-20KW !!!! i kosztować ma mniej niż 3 tysiące dolarów!!! Już teraz Google posiada te urządzenia w ilości generującej kilka MEGAWATÓW !!! I co teraz powiecie? Warto budować za 100 miliardów PLN elektrownię w Żarnowcu? Może przemyślmy to jeszcze raz…
Oczywiście powszechne wykorzystanie takich Bloom Boxów w domach może się nie udać za 10 lat, ale pamiętajmy, że technologia już istnieje! Inwestorami Bloom Energy są wielkie fundusze Venture Capital, NASA, US Army i inni pomniejsi kloszardzi… Na filmie widać, że w sprawę zaangażowany jest były wiceprezydent USA i minister obrony Colin Powell. Poza tym są jeszcze inne firmy, które już wytwarzają prąd w prawie taki sam sposób, między innymi Panasonic !!! i UTC. Oni też przykładają wagę i upatrują przyszłość w samowystarczalności gospodarstw domowych i zakładów przemysłowych. Mało tego! Panasonic ze swoją technologią ma być już dostępny dla klientów w Japonii od najbliższej wiosny! Może się oczywiście zdarzyć, że poprzez “spisek określonych środowisk” uda się tą technologię po prostu schować przed zwykłym Kowalskim, ale skoro już tyle na jej temat wiadomo, to myślę, że się nie uda – chiński smok nie śpi i nie takie rzeczy już kopiował:)
Poniżej zamieszczam film stacji CBS, na którym w programie 60 Minut autorka opowiada o tej technologii, przeprowadza wywiady i prezentuje urządzenia. Czy Bloom Boxy będą w Polsce? Nie wiem, ale gdzieś tam za oceanem już są, zobaczcie koniecznie. Ze wstępu do filmu:
…technologia jest tak samo zagadkowa jak firma, o której istnieniu i tym czym się zajmuje nie wiedział NIKT od prawie dekady…
(Zet)
Pięknie! Wreszcie mam nadzieję, że ruszą się komentarze na tym blogu, bo coś ich mało…:) O co chodzi?
A o to, że nasz wielkopomny PZPN ogłosił konkurs na hasło dla siebie! Serio! Nie wiem jaki pacan to wymyślił, ale biedacy wystawiają się na strzał od społeczeństwa między oczy:) Chłopaki ze związku chcieliby mieć coś chwytliwego na Euro 2012 i w związku z tym zwrócili się do kibiców i “sympatyków” o pomoc:) Śmiać mi się chce, bo te darmozjady nawet na siebie nie potrafią znaleźć żadnego pomysłu. Oficjalnie w konkursie można wziąć udział tu: http://www.goldenline.pl/grupa/pzpn/
Zasady określili takie:
“Do 28 lutego do godziny 23.59 wyślij Twoją propozycję hasła dla Polskiego Związku Piłki Nożnej. Każdy może zaproponować kilka haseł. Wszystkie hasła są publikowane na forum po wcześniejszej moderacji. Hasło powinno propagować piłkę nożną jako sport narodowy lub uwzględniać atrybuty tego sportu takie jak: dynamizm, fair-play, sportowa rywalizacja, charakter sportów drużynowych, itp. Hasło powinno mieć maksymalnie 100 znaków ze spacjami. Liczymy na Waszą kreatywność. Ogłoszenie haseł nastąpi 1 marca o godz. 14.00 na stronie konkursowej w serwisie GoldenLine. Jury złożone z przedstawicieli PZPN wybierze sześć najlepszych haseł, w tym hasło zwycięskie. Nagroda główna: Wyjazd z Kadrą Polski na jedno ze zgrupowań zagranicznych (3-4 dni – uzależnione od czasu trwania zgrupowania). Polski Związek Piłki Nożnej pokrywa wszystkie koszty związane z podróżą i pobytem Zwycięzcy. Nagrody dodatkowe: 5 podwójnych biletów na mecz Polska-Bułgaria (3 marca, Warszawa, Stadion Polonii)”
Piękne, nie? To wymyślamy! Nieoficjalny konkurs Megaciosa uważam za rozpoczęty!
(Zet)
Tym razem znowu o nowych technologiach z kraju skośnookich. Jakiś rok temu pojawiły się w internecie filmy demonstrujące działanie opracowanego w Japonii prototypu komputera osobistego zmieszczonego w długopisie! Żeby było śmieszniej – posiada on wszystkie funkcje standardowego desktopa, tzn. klawiaturę, monitor, pamięć, możliwość bezprzewodowej komunikacji i coś na kształt twardego dysku. Oczywiście pewnie nie będzie można na tym grać w Counter Strike na wysokich rozdzielczościach, ale za to będzie to dużo poręczniejsza forma komputera osobistego niż laptop czy tablet. Kwestia – gdzie może on znaleźć zastosowanie? Na pierwszy rzut oka i po krótkim namyśle uważam, że może to być urządzenie zabierane na delegacje i użytkowane w hotelu lub innym biurze, tudzież wykorzystywane na prezentacjach u klientów przez przedstawicieli handlowych. Korzyści są na pewno takie: bardzo mały rozmiar, duży ekran, brak kabli i wtyczki do prądu, ograniczenia to na pewno stosunkowo ograniczone możliwości w odniesieniu do standardowych laptopów, ale za to lans i poręczność:). Jeśli ktoś z Was nie miał okazji przyjrzeć się temu cudeńku, to zapraszam na film, a za 3-5 lat zobaczymy, czy ten sprzęt faktycznie zrobił jakąkolwiek karierę.
Zobaczcie:
(Zet)
Jak wiadomo sezon narciarski mamy w pełni. Od czasu do czasu w mediach pojawiają się informacje na temat lawin, które schodzą sobie gdzieś w górach. Ostatnio w Tatrach zginęło dwoje turystów, przysypanych śniegiem. Niestety wypadki się zdarzają i niekoniecznie muszą się one wiązać z tym, że ktoś zrobił coś niezgodnego z zasadami (zszedł ze szlaku czy zapragnął wypróbować nowe petardy)… po prostu czasami jest tak, że akurat człowiek znajduje się w złym miejscu, w złym czasie. Film, który zrobił na mnie ostatnio duże wrażenie i chcę Wam go pokazać, uwidacznia narciarzy lub skuterowców, którym znudziły się uczęszczane stoki. Filmów o lawinach jest bez liku, od super produkcji HD emitowanych przez National Geographic po czyjeś wyczyny sfilmowane z helikoptera, a tu jest najczęściej bezpośredni kontakt z lawiną. Scen, które są w poniższym filmie nie widziałem do tej pory nigdzie indziej i uważam, że każdy, kto wybiera się na narty powinien sobie taki film zobaczyć. Choćby po to, żeby wiedzieć, co mu grozi, gdy nagle pod nartami nie będzie już stoku, tylko rzeka śniegu… Mi najbardziej podoba się właśnie scena z kamerą na kasku… rzeź. Bez obaw, na filmie nikt nie ginie, ale niektórzy szczęściarze mieli na bank pełne gacie:)… Zobaczcie:
(Zet)
Lubimy! Bardzo nawet niekiedy! Powiem tak… w Australii nigdy nie byłem, wiele dobrego o niej słyszałem i wiele złego z historii wiem, ale: muzę dobrą robić – potrafią. Powiedzmy, że nawet mają swój styl, taką unikalność kultury w stosunku do mainstream’uuuuóu. Od dawna australijska muza była ok, typu w swoim czasie Midnight Oil ze swoim Beds Are Burning. Teraz jakby wraca moda na australijski Rock-Pop. Na liście Trójki jeszcze całkiem niedawno można było usłyszeć Empire Of The Sun z ich We Are The People. Jak się ma takich nauczycieli lekcji gitary jak Angus Young, który jak całe AC/DC jest również z Australii – naród umie grać… i gra nadal…
Chciałbym powiedzieć, że to co nowego australijskiego odgrzebaliśmy (bo nie całkiem nowe, ale za to z daleka jechało:) i najbardziej mi się ostatnio spodobało to rock-pop-owy zespół The Temper Trap, skosztujcie:
i następne z płyty:
Płyta The Temper Trap nazywa się Conditions i można ją sobie obejrzeć np. TU. Jest to muza w stylu: dla jednych trochę U2, dla drugich trochę New Radicals (już nie Australijczyków:), dla mnie bardzo fajne do auta…
wywołuje u mnie totalny koniec i myślę sobie, że niektóre Turki są tak wychowywane w duchu braku szacunku dla ludzkiego istnienia, że wołają do swoich mam jak w tytule. Powiem tak: biedni są ci ludzie i potrzeba im wielu nauk dla wielu pokoleń, nie tylko zresztą im, wielu innym także. Dopóki życie nie będzie stanowiło najwyższej wartości np. w krajach muzułmańskich – dopóty wojna będzie normalną metodą załatwiania spraw… Widziałem w TV:) że kobiety w Rosji, w czasie nawiększego Stalinizmu i dyktatorskiego komunizmu mówiły w wywiadzie do kamery: najważniejsze, żeby nie było wojny. A teraz? Teraz wojna wygląda tak:
(Zet)
Hej Hej tu NBA! Tak w TVP2 witali się z widzami w latach dziewięćdziesiątych Włodzimierz Szaranowicz i Ryszard Łabędź, prowadząc pierwsze w publicznej TVP magazyny i mecze NBA. Z tego co sobie przypominam, wówczas było to w niedziele w okolicach 14.00. Mecze skracano do połowy 3 kwarty, a jeśli były w nich dogrywki, to w sumie oglądało się je od 4 ćwiartki, jak to mówili nasi prowadzący:) To były czasy! Transmisje można było obejrzeć za pomoca anteny satelitarnej firmy Arcon:) na stacjach takich jak Screensport, ba! magazyny, to nawet na Eurosporcie leciały! wtedy ten kanał miał jeszcze w logo złoto-czerwone gwiazdki wokół napisu. Pamiętne były też różnego typu przerywniki i reklamy, na długo przed współczesnym “Where … Happens”: “NBA is Fantastic!”, później “I Love This Game” i wiele innych… NBA reklamowali najwięksi amerykańscy idole: Bill Cosby, Cindy Crawford, Michael Douglas, Will Smith (w sumie Fresh Prince, a nie I Am Legend)… podkłady muzyczne, takie jak U Can’t Touch This, R U Ready To Fly, Jam – robiły wspólnie z akcjami najlepszych graczy super mega klimat. A oglądając stare reklamówki myślę, że wówczas było po prostu kulturalniej i bardziej sportowo, niż biznesowo, tak jak teraz. Był szacun w stosunku do Ewinga, Drexlera, Thomasa, Magica, Birda, Hardawaya, Robinsona, Wilkinsa, Barkleya i oczywiście MJ-a z ekipą. Ba, nawet Utah z głaszczącym się wiecznie po paszczy Hornackiem się lubiło, tudzież Olajuwona i jego Rakiety. Jak Mark Jackson grał w Pacers, to naaaaawet ich. Po prostu szacun był i wszyscy jakoś tak bardzej się starali. Nawet o mniej znanych się wtedy mówiło na boiskach i parkietach, podczas gierki… Chuck Person, Rex Chapman, Stacey Augmon, Mitch Richmond, Danny Manning, Mark Eaton:) (no o tym to może mniej), Brad Dougherty. Markiem Price, Johnem Starksem lub Timem Hardawayem chcieli być wszyscy playmakerzy, skrzydłowi mieli wzory w Oakleyu, Masonie, Larrym Johnsonie czy Grancie. Eeeeh… lokaty w bankach po 19% rocznie, Pewexy i Baltony… to były czasy….
Dzisiaj przygotowałem dla Was magazyn NBA Action z 1993r., transmitowany przez Eurosport z czasów pamiętnych finałów Chicago – Phoenix. Później zamieszczam czar wspomnień, czyli stare reklamy NBA, na których widok i muzykę aż się łezka w oku kręci. Miłego oglądania!
1. NBA Action 1993 Finals – całość w kilku częściach:
3. Na koniec coś z domowego podwórka, choć w bardzo słabej jakości, to warto spojrzeć jak kiedyś TVP dawała rady (również cały magazyn w częściach, szkoda że kameerkę ktoś ustawił przed telewizorem, a nie zgrał sobie tego do kompa, ale nic lepszego znaleźć mi się nie udało…):