(Zet)
Jak pewnie zauważyliście, przez ostatnie dni pojawiało się nieco mniej wpisów niż normalnie, co jest spowodowane wirem roboty, który spadł na adminów tego bloga. Niemniej jednak postaram się szybko nadrobić zaległości przedstawiając Wam kilka bardzo interesujących tematów:
1. W artykule Pulsu Biznesu, który ukazał się 11.02.2010 przeczytaliśmy niesłychanego newsa. Otóż Google jako firma biedna, mała i beznadziejnie rozwinięta:) ogłosiła, że do roku 2012 wprowadzi na rynek nowy telefon komórkowy, który będzie zdolny do tłumaczenia rozmów w czasie rzeczywistym z dowolnego języka na każdy inny. W MOWIE !!! … hmmm… No biorąc pod uwagę ich potencjał, raczej słów na wiatr nie rzucają. Pochwalili się nawet tym, że policzyli wszystkie możliwe mówione języki świata i wyszło im tego ze 2 tysiące. Telefon ma obsługiwać dosłownie wszystkie i tłumaczyć nam poprzez aplikację lektorską (coś jak polska Ivona), to co nasz obcojęzyczny rozmówca chce nam powiedzieć. Rodzi się szybko pytanie: czy w związku z tym nasze dzieci muszą uczyć się języków obcych? No raczej tak, bo patrząc jak chodzi tłumacz Google stron internetowych, czasami trzeba zgdywać co “poeta” miał na myśli. Poza tym trudno sobie wyobrazić dwoje ludzi stojących obok siebie na ulicy i rozmawiających ze sobą przez telefony, zamiast po prostu mówić do siebie. Fajnie by wyglądały wówczas międzynarodowe randki:) Moim zdaniem ten pomysł na bank jest możliwy do realizacji, ponieważ podobne rzeczy dzieją się już choćby w Parlamencie Europejskim, gdzie każda wypowiedź jest tłumaczona w lot przez specjalny system komputerowo-lektorski na język każdego z europosłów. Kwestia zbudowania odpowiednio wielkiej bazy danych, nauczenia systemu tego jak należy logicznie łączyć konteksty wypowiedzi, poszczególnych słów i zwrotów i gotowe. Google akurat to umie robić, bo roboty Google codziennie zajmują się “rozumnym rozkminianiem” treści stron internetowych, choćby na potrzeby ich odpowiedniego pozycjonowania w wyszukiwarce. Ot, taka słaba firma:)
Link do tego art. zamieszczam TU.
2. Jeśli chodzi o IPad – również ukazał się piękny artykuł, który pokazuje wszem i wobec, jaką marżę stosuje Apple oferując nam nowe IPady w każdej z konfiguracji. Coś mi się wydaję, że przy takich przebiciach z IPadem będzie tak jak z Avatarem – pierwszy weekend w Stanach i koszty zwrócone, później Hawaje, Malediwy i palnikiem do góry…. również bardzo słaba firma:) Link do tego artykułu jest TU. Trzeba tylko sobie powiększyć obrazek z boku, aby zobaczyć jak ktoś mądry rozpisał koszty. Tak nawiasem mówiąc, jeśli dla kogoś portal KopalniaWiedzy to coś nowego – musi sobie ponadrabiać. Nadal jednak nie jest wiadomo ani kiedy IPad będzie sprzedawany w Polsce, ani ile u nas będzie kosztował. Dla tych, którzy chcą go mieć najszybciej jak się da i mają na niego uciułane co najmniej 2.990,00 PLN link jest TU.
3. Na koniec telewizyjny Megacios – jak pewnie się zorientowaliście od pewnego czasu głośno jest o tym, że z ekranu TVP1 ma zniknąć niejaki Teleranek. Nigdy jakoś nie byłem zwolennikiem tego niedzielnego poranka, no chyba, że po nim leciała jakaś fajna bajka. Zawsze jakoś bardziej podobało mi się sobotnie 5-10-15 czy Drops (… strasznie stare dzieje….). Nie chcę się jednak rozwodzić tutaj nad jakością tego programu, bo chyba od kilkunastu lat go nie oglądałem. Moje dzieciaki też wolą MiniMini lub CartoonNetwork od Teleranka. Ja natomiast poleciłbym dla dzieci Teleranek dużo bardziej niż mózgopranne Ziarno. Mniejsza z tym. Do rzeczy: jak wyliczyli specjaliści koszt wyprodukowania jednego premierowego odcinka Teleranka to około kilkunastu tysięcy złotych. Dużo i niedużo, zależy z czym zestawiać. A specjaliści bardzo życzliwi TVP zestawili ten koszt z pensjami pracowników TVP. Wyobraźcie sobie, że kilkanaście tysięcy złotych to średnia pensja każdego z dyrektorów TVP. Nic szczególnego, jak na Warszawkę powiecie… no nic szczególnego, oprócz liczby tych dyrektorów w TVP. Wiecie ilu ich jest? No to przygotujcie się na Megacios: jest ich 482 !!!!!! No comment… i płać tu człowieku abonament… no comment…
