(Zet)
Pewnie niektórzy z Was już o SlamBall słyszeli, jednak dla tych, którzy nie wiedzą co to jest, już wyjaśniam. SlamBall to coś pomiędzy koszykówką (trafiamy, a właściwie pakujemy piłkę do kosza), amerykańskim footballem (ochraniacze + prawie wszystkie chwyty dozwolone), hokejem (są bandy, nie ma autów) i gimnastyką (są trampoliny!). Co z tego mixu wychodzi? Wychodzi bardzo, bardzo widowiskowa dyscyplina, która w sumie wygląda jak gra komputerowa z pięknymi wsadami do kosza, blokami i akcjami niespotykanymi nigdzie indziej. W USA jest w tą grę profesjonalna liga, mecze są transmitowane na antenach lokalnych stacji TV, a najlepsi zawodnicy są traktowani jak gwiazdy. Raz na jakiś czas SlamBall odwiedza Europę, tak jak ma to miejsce z NBA European Tour.
Wydaje mi się, że to jest bardzo fajna ciekawostka, która może kiedyś stanie się prawdziwym sportem, na miarę olimpiady!?… Może… Na razie warto to znać, bo “hengtajmy” i “flajingmołszony” niesamowite. Ciekawe kiedy u nas będzie choć jeden obiekt do nauki takiego latania. Ekipy z pewnością by się znalazły, tudzież telewizja.
Pierwszy film wprowadza nas w temat tej dyscypliny – widzimy historię, zasady, poznajemy gwiazdy tej dyscypliny i zainteresowanie się nią mediów w USA, w drugim filmie jest już tylko hardcore – najlepsze akcje.
(Zet)
Pamiętam jak dziś, kiedy w 2008r. dolar kosztował 2,10 PLN i dzięki temu przelicznik ceny sprowadzenia nowego samochodu z USA do Polski był taki, że nie warto się było zastanawiać. Wszystkie samochody były duuuużo tańsze. Teraz czasy się zmieniły. Dzisiaj na rynku międzybankowym wymieniają dolara po 2,86 PLN, więc kupując w zielonych auto – jest drożej. I faktycznie, więckszość modeli nowych samochodów, jakie są dostepne u dealerów na amerykańskim rynku po dodaniu do nich kosztów transportu, cła, opłat i 22% VATu wychodzi drożej niż w polskim salonie, ale jak zwykle nie wszystkie!
Np. kultowy model amykańskiego przemysłu samochodowego jakim bez wątpienia jest Jeep Grand Cherokee w wersjach Laredo i Limited pod względem porównania cen z polskim salonem wygląda tak:
1. Wersja Laredo z napędem na jedną oś (3,0 diesel 218KM w Polsce, 3,7 benzyna 210KM w USA):
USA: cena od 26.500,00 USD +6600,00 USD opłat, transportu i cła x 2,86 PLN +22%VAT = 115 492,52 PLN
PL: cena po rabacie w salonie to 218 617,00 PLN
Drobniutka różnica w cenie: 103 124,48 PLN, czyli prawie drugi taki sam….
2. Wersja Limited z full wypasem (w USA nie ma nowych Overlandów) z napędem 4×4 (3,0 diesel 218KM w Polsce, 3,7 benzyna 210KM w USA):
USA: cena od 39.000,00 USD +6600,00 USD opłat, transportu i cła x 2,86 PLN +22%VAT = 159 107,52 PLN
PL: cena po rabacie w salonie tej samej wersji to: 255 352,00 PLN
Drobniutka różnica w cenie: 96 244,48 PLN, czyli duuuużo….
Pewnie, nie wszystkim pasuje, żeby jeździć benzyniakiem, ale mając w kieszeni zaoszczędzone 100 tys. PLN, mnie by to jakoś nie przeszkadzało… auto nowe, na gwarancji i tyle. Poza tym pamiętam, że wersje diesel-owskie w USA były dostępne jeszcze pół roku temu i różnica cenowa była bardzo podobna.
Jeśli chcecie sobie sprawdzić ceny nowych (salonowych) samochodów w USA, polecam serwis www.carsdirect.com – tam jest wszystko. Należy tylko podac kod pocztowy miejsca, w którym będziecie chcieli odebrac auto, np. 04011 dla New Jersey i Nowego Jorku (najbliżej nas).
Jeśli chcecie zobaczyć co ile kosztuje u nas, polecam ten serwis, bo jest często aktualizowany i można do wszystkich modeli i marek dobierać wypas: www.autoefl.pl